28.10.2015

Rzeczy do których nie mogę się przyzwyczaić w USA

W jesiennym projekcie Klubu Polki na Obczyźnie dostałyśmy przyzwolenie na narzekanie. Chętnie sobie pozrzędzę na to co mi nie pasuje to tej stronie Oceanu Atlantyckiego...

W Stanach mieszkam dopiero kilka miesięcy, więc pewnie do niektórych niedogodności, które wymieniam, z czasem się przyzwyczaję, ale kilka z nich zostanie ze mną na dłużej. Zanim zacznę narzekać to chcę dodać, że wiele razy już słyszałam, że południowa Floryda różni się od reszty Stanów. Dlatego pamiętajcie część narzekań dotyczy Miami i okolic, a nie całych Stanów.

Zaczyna się od wizyty w sklepie, bo czy funt jabłek to kilo czy mniej? A jard to ile? Niestety Stany Zjednoczone używają wciąż jednostek imperialnych. Tutaj są funty, uncje, kamienie... Czasem w sklepie kupujemy "kawałek" łososia, albo "4 plasterki" szynki, albo "tego kurczaka dla dwóch osób". Z milami jakoś mi się udało przestawić, to pewnie przez bieganie, bo bieżni nie mogę przestawić na kilometry.
Zaraz po tym jest pogoda, bo patrząc na mapę pogody to 82 stopnie Farenheita to dużo? Już więcej niż 30 czy jeszcze nie? Łatwo przeliczyć ;)
1 F = 1,8*(C+40) - 40
Pewnie za jakiś czas przyzwyczaję się do tych jednostek, ale jak narazie gdy w rozmowie pada informacja o 100 stopach kwadratowych lub 40 jardach, tylko kwiam głową, bo nie mam zielonego pojęcia czemu to odpowiada.
W Stanach co prawda istnieje Amerykańskie Stowarzyszenie Metryczne, które od 1916 roku próbuje przekonać Amerykanów do przejścia na system metryczny, ale bez większego skutku.


Temperatura w lodówce w stopniach Farenheita

Podajesz swój adres do korespondencji przy rejestracji do karty człokowskiej na przykład w muzeum? Twoje dane najpewniej zostaną przekazane (czy sprzedane to nie wiem) innym instytucjom o podobnym profilu (inne muzea, teatry, kina). Kupujesz meble i podajesz swój adres - Twoja skrzynka będzie pełna katalogów firm meblowych adresowanych do ciebie.
W USA nie istnieje takie coś ochrona danych osobowych - co prawda wszystkie firmy zawsze zaznaczają, że bezpieczeństwo danych jest dla nich bardzo ważne, ale nie wydaje mi się że stoi za tym jakieś konkretne prawo. W USA na swoje dane personalne trzeba bardzo uważać, ponieważ bardzo powszechne są tutaj kradzieże tożsamości (ktoś inny używa twoich danych adresowych do załatwiania nie zawsze legalnych biznesów).

W ramach Międzynarodowych Targów Książki w Miami odbędzie się spotkanie o chronie przed kradzieżą tożsamości
Dla osób bez prawa jazdy (patrz ja!) życie w Stanach to utrapienie. Nawet jeśli chciałabym zrobić tutaj prawo jazdy, nie wiem czy miałabym odwagę wyjechać tutaj na drogę samochodem - egzamin praktyczny zdaje się na pustym parkingu! Częsty widok w Miami i okolicach - prowadzenie samochodu i sprawdzanie telefonu (wysyłanie sms, czytanie maili), raz mi się zdarzyło widzieć kierowcę czytającego ksiązkę w czasie prowadzenia samochodu! Ale najgorsze dla mnie jest społeczne przyzwolenie na picie i prowadzenie samochodu. Myślę, że Ameryka może uczyć się od Europy jak organizować transport publiczny i jak wzmocnić przekaz "piję - nie jadę".
Dla osób szukających alternatywy dla samochodu są: szczątkowa komunikacja publiczna (tej używam dość często, gdyż jest częściowo darmowa), Uber (mój numer jeden w dojazdach w miejsca gdzie komunikacja miejska nie funkcjonuje), taxi (unikam jak ognia, drogo i mało przyjemnie), rower. Albo spacery. Ja mam szczęście, mieszkamy prawie w samym centrum Miami, więc wiele sklepów znajduje się wciąż w rozsądnej odległości. Miamskie ulice są zapchane samochodami, korki na autostradzie są na porządku dziennym, a do sklepu oddalonego o dwie przecznice jedzie się tutaj samochodem.

Typowy widok na autostradę w Miami (jeszcze nie w godzinach szczytu)

Idziesz do restauracji - napiwek, jedziesz taksówką - napiwek, dostarczają pizzę - napiwek, zmawiasz piwo przy barze, barman podaje ci szklankę - napiwek. Ameryka to kraj napiwków, za wszystko, wszędzie. Idąc do restauracji musisz zawsze doliczyć minimum 15% napiwku do ceny posiłku (wysokość sugerowanego napiwku zależy od klasy restauracji).  Kolejna rzecz do której nie mogę się przyzwyczaić to ceny bez podatku - i w restauracjach i w wielu sklepach. Podatek doliczany jest dopiero na końcu rachunku. Warto pamiętać o tym dając napiwek w restauracji, aby naliczyć go od wartości bez podatku! W Miami podatek wynosi 7%, wiem że różni się on od stanu do stanu.

Rachunki ze sklepów podatkiem doliczonym na końcu rachunku

W Miami w sklepach zakupy pakuje za ciebie pracownik, do czego wciąż nie mogę się przyzwyczaić. Wciąż nie rozumiem dlaczego klienci nie mogą pakować tego co kupili (w niektórych sklepach pracownik nie pozwala nawet sobie pomóc w pakowaniu!). Kiedy w Miami otwierano sklep Aldi, wśród informacji prasowych podano, że w tym sklepie zakupy trzeba będzie pakować samemu. Inna rzecz podczas zakupów, która mnie denerwuje to to, że wiele osób po skończonych zakupach nie ostawia wózka zakupowego do sklepu/na stojak, ale zostawia na miejscu parkingowym. Pracownicy marketu chodzą po parkingu i zbierają wózki, aby odstawić je w odpowiednie miejsce. Ale zanim to zrobią, można sobie łatwo porysować samochód.

Chyba nigdy nie przyzwyczaję się do amerykańskiej telewizji. Reklamy są co kilka minut, nie wiem czy jest jakiś wzór według którego one się pojawiają, ale czasem są to 3 minuty odstępu czasem 10, a bloki reklamowe potrafią trwać nawet 10 minut. Wiele z nich nie jest najwyższych lotów. W Polsce reklamy traktowałam jako moment na toaletę albo przygotowanie czegoś do picia. Ile razy w ciągu godziny można wypić herbat? Przestałam oglądać tutaj telewizję, Netflix mi wystarcza i nie ma reklam!
Poniżej kompilacja złych amerykańskich reklam...



Język hiszpański - rozumiem, że większa część populacji Miami i okolic pochodzi z krajów hiszpańskojęzycznych (Meksyk, Kuba, Nikaragua, Kolumbia), wiem też, że kulturowo te nacje mają bardzo duży wpływ na rozwój południowej Florydy, ale wciąż nie mogę się przyzwyczaić, że w wielu miejscach nie da się porozmawiać po angielsku. Jest tak w sklepach, restauracjach, a nawet w instytucjach publiczych np. Social Security Administration, gdzie miałam przyjemność być niedawno. Wszystkie instrukcje zostały przekazane po hiszpańsku, ale widocznie pracownik zobaczył kilka par zdziwionych oczu i zapytał czy jest ktoś kto nie rozumie hiszpańskiego. Na jakieś 60 osób cztery osoby podniosły ręce. 

Dla mnie początkiem wielu z specyficznych zachowań Amerykanów jest egoizm. Może dlatego Amerykanie odnoszą sukcesy w wielu dziedzinach, bo sie nie zastanawiają nad innymi i może zamiast rozmyślać nad tym co inni pomyślą po prostu robią? Tutaj inaczej chyba nie można, bo żeby przetrwać w tej dżungli chyba trzeba być wilkiem. 

Zapraszam jutro na biadolenia Karoliny ze Szwecji. A więcej narzekań płynących z całego świata możecie przeczytać na stronie Klubu Polki na Obczyźnie, bo przecież wszędzie dobrze gdzie nas nie ma :)


Jesienny projekt dedykujemy akcji "AUTOSTOPEM DLA HOSPICJUM" - Przemek Skokowski wyruszył autostopem z Gdańska na Antarktydę, by zebrać 100 tys. zł. na Fundusz Dzieci Osieroconych oraz na rzecz dzieci z Domowego Hospicjum dla dzieci im. ks. E. Dutkiewicza SAC w Gdańsku. Na chwilę obecną brakuje 32 tys. Jeśli podoba Ci się nasz projekt, bardzo prosimy o wsparcie akcji dowolną kwotą.
Więcej info: https://www.siepomaga.pl/r/autostopemdlahospicjum

6 komentarzy:

  1. Co do telewizji - jesli masz taką możliwosć - najlepszym rozwiązaniem jest nagrywanie wybranych filmów/programów na recorder wchodzący w skład instalacji kablówki. Wtedy można oglądać film przeskakując/przewijając reklamy pilotem. Inaczej nie da się tego oglądać.
    Co do wózków w marketach - gdyby trzeba było odzyskać z wózka monetę, jak w Aldim i europejskich sklepach, wtedy pewnie wózki nie platały się wszędzie. W Aldim jest porządek wózkowy, przynajmniej u nas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie nie mamy recordera, ale z moich doświadczeń ze Szwajcarii wynika, że ponagrywam mnóstwo programów a potem nie obejrzę. Niestety :( Nie byłam tutaj jeszcze w Aldim, ale publix czy target to jest mordęga z tymi wózkami.

      Usuń
  2. no u nas w Californii nie jest do pomyslenie picie i prowadzenie tudzies uzywanie komorki...sa spore kary ale oczywiscie sie zdarza...mnie tam pakowanie przez sprzedawce rzeczy pasuje do tego stopnia ze zawsze zycze sobie wkladania zakupow do bagaznika! No ale swiat po 15 latach i dwojce malych dzieci wyglada inaczej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj teoretycznie kary też są wysokie, ale mam wrażenie że policja tutaj jest tylko od kierowania ruchem w czasie większych imprez.
      Ja się czasem w sklepach upieram, że sama będę pakować zakupy, często patrzą na mnie dziwnie... Tylko w publixie mi nie pozwalają ;)

      Usuń
  3. Co do TV polecam i to gorąco nie oglądać ;) ja już od kilku lat mam z nią do czynienia tylko w odwiedzinach u mamy i jest mi z tym dobrze. Moja TV to internet i radio :)
    Pozdrawiam
    D.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajnie napisane, ciekawie sie czytało. To pocieszajace, ze te Stany nie sa takie super pod każdym wzgledem ;-) Co do pakowania w supermarketach, moim ,zdaniem nie jest to takie złe, we Włoszech w niektórych tez maja ten zwyczaj. A włoska TV chyba dorównuje Waszej...niesety! Też nie oglądam. Pozdrawiam koleżankę z Klubu ;-)

    OdpowiedzUsuń